Kiedy zakladalam ten blog pare dni temu robilam to z mysla o celach jak to sie dzisiaj mowi kreatywno-komercyjnych. Konkretniej – chcialam przedstawic badz nasze nowe produkty, idee czy projekty.
Zycie jednak chcialo inaczej, a to za sprawa mojego wspóllokatora ktory spontanicznie postaral sie o bilet lotniczy do Sharm El Sheik i tak oto znalezlismy sie na Synaju poprzedzajac nasza podroz kilkugodzinnym pobytem na Repperbahn w Hamburgu, ktory tak na marginesie absolutnie nie jest up to date i poza zbalzowanymi pannami, albanskimi naganiaczami i moze jednym fajnym seksshopem tak na prawde nie ma nic do zaoferowania. Najlepszy byl Pan,ktory z wielka determinacja próbowal dosiasc sztucznego byka zamontowanego na srodku niby to materaca, w ktorym tenze pan po kazdym nieudanym „dosiadaniu“ plastikowego zwierzecia zatapial sie z rozkosza. W byku tym zawarta byla cala kwintesencja zachoniej kultury, spoleczenstwa oglupionego tv talk show, big brotherem i telewizyjna reklama seks linii. Mozna wiec mowic o upadku Repperbahnu. Nie tyle moralnym co jakosiciwym. Glówni bywalcy to – jak mozna bylo ocenic po wygladzie i stylu rozmowy- Harz IV Empfänger- pijacy piwo na ulicy od czasu do czasu urozmaicajac te czynnosc shotem tequila, odnajdujac tu zapewne swoisty high life czy co poniektorzy nawet sens zycia.
Caly przemysl seksualny prawdopodobnie przeniosl sie juz dawno do Tajlandii a Reperbahn to nic innego jak zgnily powiew dawnej swietnosci europejskiej rewolucji seksualnej i mzonka tzw. „Grosse Freiheit“.
W drodze do Hamburga pociagiem Inter City Deutsche Bahn, ktory przyjechal z 50minutowym opoznieniem, gdyz po drodze natrafil na zlamana szyne, przeszkode na drodze, wypadek z poszkodowaniem osób, pelnie ksiezyca, zachód i zacmienie slonca- wsciekly pasazer po wypowiedzeniu wszyskich odmian “Scheisse” (czego w sumie nie ma tak duzo) pod adresem Deutsche Bahn, cala droge dyskutowal o tym, iz nie bedzie juz golil sobie klatki piersiowej dla zadnej kobiety swiata, bo mu sie syfy robia kiedy wlosy wrastaja w skóre a babom dzisiaj juz zupelnie odbilo i jak maja takie preferencje to niech sobie gladzutkie plastikowe manekiny biora. Nigdy nie sadzilam, iz problem moze byc na tyle powazny i absorbujacy ze jest on dla tego pana najwieksza przeszkoda by prowadzic udane zycie milosne. Zapewne w niedalekiej przyszlosci pan ten wykupi sobie podroz do Bankoku i przywiezie do kraju niewiaste, ktora spelniajac jego wszelkie zyczenia i najbujniejsze fantazje o goleniu klatki piersiowej slowem nie pisnie.
Jestesmy juz w Egipcie. Kazdy kraj ma swój zapach– najlepiej wyczuwalny wlasnie w momencie wyjscia z samolotu. Synaj to zapach kurzu, suchego powietrza z pustyni i swiezego powiewu wiatru. Po opuszczeniu lotniska dochodzi do tego slodki dym z Shishy i cala gama orientalnych przypraw. Lubie ten zapach.
Po wymianie pieniedzy i odprawie paszportowej, zgloszeniu uszkodzonego bagazu na lotnisku, jak sie nam udalo dowiedziec, na którym to nie ma komputera, o internecine nie wspominajac, utargowaniu ceny za taksowke dotarlismydo hotelu. Jako ze pokoj byl zarezerwowany na znizke agencyjna istnialo prawdopodobienstwo, iz trafi mi sie pokoj 2-giej czy nawet 3-ciej kategorii. By uniknac rozczarowan, niepotrzebnych dyskusji i straty czasu tak dla nas cennego, bo juz czekal na nas Tony- kolega z Hiszpanii, ktory zatrzymal sie tu na pare godzin w drodze do Kairo z Dahab, gdzie nurkowal przez ostatnie tygodnie zapominajac o tym co to jest golarka, golenie sie, zgolenie brody o klatce piersiowej nie wspominajac– cos co pan pasazer z Inter City zapomniec nie potrafi- dyskretnie wlozylam do paszportu banknot i z wdziecznym usmiechem poprosilam recepcjoniste aby postaral sie znalezc mi „cos ladnego“. Otrzymalam duzy, fajnie polozony pokoj z King Size Bad, wanna i bakonikiem z ogrodkiem. Warto bylo.
Tony przybyl ze swoim 18-letnim kuzynem, ktory mówil “w kazdym jezyku po trochu”. Spotkanie pod haslem dzisiejszej mlodej generacji “nie mamy przyszlosci ale jestesmy sympatyczni” bylo przemile, niestety o wiele wiele za krotkie. Idylle spotkania przy sokach owocowych i shishy przerwal telefon z lotniska w Kairze, gdzie wyladowal przyjaciel mojego wspóllokatora przebywajac tego dnia meczaca podroz Malev-Dubai-Kairo-Sharm.
Wiadomosc byla krotka ale i wymowna: Jestem aresztowany w Kairo. Pracownicy sluzb granicznych nie znaja mojego kraju!!!
I rzeczywiscie, po uslyszeniu zarzutów, iz probuje on nielegalnie przekroczyc granice Arabskiej Republiki Egiptu na paszport wyimaginowanego kraju (na marginesie: paszport z Malediwów przypomina poniekad kolorowanke dla dieci, jest natomiast paszportem biometrycznym –trzeba miec jednak odpowiedni sprzet aby te dane odczytac) pracownicy migracyjni, po skonsultowaniu kolektywnie kwestii tajemniczego paszportu (w Egipcie kazdy drobiazg jest konsultowany przez “zgromadzenie”) zdecydowali sie na areszt. 5 godzin zajelo egipskim sluzba granicznym odszukanie Malediwów na mapie. 5 godzin z zycia podrozujacego z Malediwow chlopaka w strachu, niepewnosci, szoku kulturowym. Cena jaka musial poniesc za ludzka ignorancje. Nie wspominajac o straconym bilecie lotniczym do Sharm.
Przyjaciel dotarl z opoznieniem. Ale dotarl.!!! Bez przeprosin, bez rekompensaty ale tez bez deportacji!! O Egipcie slyszec nie chce, nie zostal tu dluzej niz 2 dni. Trauma robi swoje. Ja postanowilam klimatom tym nie ulegac i rozkoszowac sie bogatctwem rafy koralowej, misterium pustynii i potega roztaczajacych sie wokol wzgórz. Kupujc fajki i pistacje jako”stuff” czyli z 30-50% znizka,czytajac ksiazki, odpowiadajac na pytania skad jestes? ile masz lat? w jakim hotelu mieszkasz? masz meza? masz chlopaka ect. i nigdy nie mówiac prawdy o sobie. I co najlepsze, podziwiajac te przecudne koty egipskie!